► Gdy Eliasz przyszedł do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.
► Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
► Pana nie było w wichurze. Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Pana nie było w ogniu. - W pierwszym czytaniu. Ale w ostatnim czytaniu, w Ewangelii - jednak jest w silnym wietrze, czyli w rzeczy samej w wichurze. Jest i ratuje w niej tonącego Piotra. Pan jest wszędzie, i wszędzie można doświadczyć Jego obecności, ale usłyszeć Go - wyraźnie - możemy głównie w szmerze łagodnego powiewu. W ciszy serca. To moje przemyślenia. Dziękuję! Panie!
.