niedziela, 20 września 2026

Mr Goby


Mr. Goby to powracająca, epizodyczna postać w powieściach Agathy Christie, działająca jako niezwykle skuteczny, dyskretny i kosztowny prywatny detektyw oraz zbieracz informacji. Jest opisywany jako drobny, starszy, nieco obskurnie ubrany mężczyzna. Cechą charakterystyczną jego ekscentrycznego zachowania jest to, że... nigdy nie patrzy w oczy rozmówcy – składając raporty, wpatruje się w elementy otoczenia (np. w róg kominka, gniazdko elektryczne czy abażur).


Na przykład w powieści „Tajemnica Błękitnego Ekspresu”:


Minutę lub dwie później do pokoju wszedł pan Goby. Był to drobny, starszy, nędznie ubrany mężczyzna o oczach, które uważnie omiatały cały pokój, nigdy jednak nie patrzyły na osobę, do której się zwracał.

– Dzień dobry, Goby – powiedział milioner. – Usiądź.

– Dziękuję, panie Van Aldin.

Pan Goby usiadł z rękami na kolanach i wbił pełne powagi spojrzenie w kaloryfer.

– Mam dla ciebie zadanie.

– Tak, panie Van Aldin?

– Moja córka wyszła za szlachetnego Dereka Ketteringa, o czym być może pan wie.

Pan Goby przeniósł wzrok z kaloryfera na lewą szufladę biurka i pozwolił, by na jego twarzy odmalował się pobłażliwy uśmiech. Pan Goby wiedział o bardzo wielu rzeczach, ale zawsze niechętnie się do tego przyznawał.

– Z mojej porady zamierza złożyć pozew o rozwód. To, rzecz jasna, sprawa dla adwokata. Jednak z prywatnych powodów potrzebuję jak najpełniejszych i najbardziej szczegółowych informacji.

Pan Goby spojrzał na gzyms i wymruczał:

– Na temat pana Ketteringa?

– Na temat pana Ketteringa.

– Bardzo dobrze, proszę pana.

Pan Goby podniósł się z miejsca.

– Na kiedy będziesz to miał dla mnie gotowe?

– Czy bardzo się panu spieszy, proszę pana?

– Zawsze mi się spieszy – powiedział milioner.

Pan Goby uśmiechnął się ze zrozumieniem do blachy przed kominkiem.

– Powiedzmy o drugiej dzisiaj po południu, proszę pana? – zapytał.

– Doskonale – zaaprobował tamten.


(Wprowadzenie oraz tłumaczenie sceny z angielskiego oryginału – Google AI) 


► Pan Goby o oczach, które nigdy nie patrzyły na osobę, do której się zwracał: wbił pełne powagi spojrzenie w kaloryfer; przeniósł wzrok z kaloryfera na lewą szufladę biurka i pozwolił, by na jego twarzy odmalował się pobłażliwy uśmiech; spojrzał na gzyms i wymruczał…; uśmiechnął się ze zrozumieniem do blachy przed kominkiem, itd., itp. Przypomniała mi się dzisiaj ta postać podczas przekazywania znaku pokoju w czasie Mszy Świętej, w mojej – naszej! – parafii. Kropka.


Stara historia: [Katolickie kołki]



.